O kreowaniu rzeczywistości

W życiu często tak jest, że różne wydarzenia sprawiają, że nagle zaczynamy myśleć o rzeczach, na które do tej pory nie zwracaliśmy uwagi. Jednym z takich wydarzeń było odejście mojego dziadka. Zacząłem przyglądać się historii jego życia i to sprawiło, że znów zacząłem rozważać o sensie życia i jego kreowaniu.

Gdy byłem mały, odkąd pamiętam, bardzo często jeździliśmy na działkę i spędzaliśmy tam najczęściej kilka dni, lecz czasem i kilka tygodni, szczególnie w okresie wakacyjnym. Tak naprawdę, nie wiedziałem wtedy, dlaczego to robimy. Dlaczego ktoś poświęca swój czas, wysiłek i pieniądze, aby zabrać mnie i brata, a czasem i więcej osób, gdzieś poza miasto. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że uwielbiałem to miejsce, ten spokój, naturę i spędzanie czasu z dziadkami, a także spacery pod niebem usianym gwiazdami i moje filozoficzne rozmyślania. Ostatnimi czasy, bardzo mi tego brakuje. To była taka odskocznia od szkolnego życia, zmartwień, miasta.

Zdałem sobie sprawę, jak bardzo tego nie doceniałem, gdyż tak naprawdę często przychodziłem na gotowe. Miałem tylko się spakować, zabrać najbardziej potrzebne rzeczy i być „grzeczny”, tylko tego ode mnie tak naprawdę oczekiwano. Dopiero w późniejszych latach zacząłem pomagać w utrzymaniu działki w dobrym stanie, głównie poprzez koszenie kosiarką czy kosą spalinową. Z jakiegoś powodu, taka praca bardzo pomagała mi się zrelaksować, a jednocześnie czułem, że zrobiłem coś dobrego dla innych.

Moje wspomnienia z babcią i dziadkiem to oczywiście nie tylko wyjazdy na działkę. To także zbieranie grzybów w lesie, za czym nigdy nie przepadałem. To wspólne chodzenie na cmentarz we wszystkich świętych. To takie pojedyncze spotkania, gdy dziadek przyszedł odebrać mnie z podstawówki po balu. To te filozoficzne rozmowy z dziadkiem na różne tematy, którymi większość osób z mojego najbliższego otoczenia się nie interesowała.

Te wszystkie wydarzenia, te wspólnie spędzone chwile nie miałyby miejsca, gdyby któregoś dnia życiowe drogi mojej babci i mojego dziadka się nie skrzyżowały. Jak teraz o tym myślę, to brzmi to tak niesamowicie, że spotykają się dwie osoby i jeszcze nie wiedzą, jak wiele lat spędzą razem. Jest to jednak to dopiero początek drogi. Stworzenie takiego życia, w jakim mogłem uczestniczyć, było w dużej mierze zasługą życiowych decyzji, które babcia i dziadek musieli podjąć. Zakup samochodu, aby można było szybko przemieszczać się z jednego miejsca do drugiego. Zakup działki, na którą można by przyjeżdżać, aby wypocząć, a w przyszłości może i zamieszkać na stałe. Decyzja o założeniu rodziny i wspólne starania, aby dobrze wychować dzieci.

Często czytam dyskusje ludzi w internecie i spotykam się z postawą, która zakłada, że mamy przyjść właśnie na gotowe. Polega ona na tym, że oczekujemy, że wszystko ma się udać bez naszego wysiłku lub możliwie po najmniejszej linii oporu. Partner najlepiej niech będzie chodzącym ideałem, bez skazy. Myślę, że w ten sposób bardzo się blokujemy, a konkretniej naszą zdolność do kreowania, stajemy się bierni. Może jest to synonim naszych czasów i tego, jak wiele łatwo można dzisiaj zrobić, głównie w internetowym świecie, ale nie tylko. Do tego odnoszę wrażenie, że ludzie, a konkretniej kobiety i mężczyźni nie chcą za bardzo ze sobą współpracować, tworzyć naprawdę partnerskich relacji, które pozwoliłyby na wykreowanie wartościowego życia dla siebie i przyszłych pokoleń.

Babcia i dziadek z pewnością nie mogli przewidzieć, dokąd zaprowadzą ich wszystkie te istotne, życiowe decyzje. To podobnie jak z teorią na temat kropek. Dopiero patrząc na swoją przeszłość można zobaczyć, jak wszystkie łączą się ze sobą, ale nie na odwrót, ewentualnie w mocno ograniczonym zakresie. Mimo to, nadal było to kreowanie rzeczywistości. Nie tylko ich własnej, ale także mojej, mojego taty, mojej mamy czy brata. Przypominało to pewnie jazdę samochodem w nocy, gdy na drodze widać jedynie to, co jest w zasięgu reflektorów, ale jakoś udaje się przebyć całą podróż.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.