narysowane serce na drewnie

Miłość, szczerość i przelotność

Czytam ostatnio książkę Osho – „Bliskość. Zaufaj sobie i innym”. Podoba mi się, interesują mnie te „duchowe” tematy.. Jest to lektura trochę podobna do „Przebudzenie” de Mello, lecz mniej nastawiona, przynajmniej w moim odczuciu, na próbę oświecenia czytelnika swoim przekazem. Książka Osho jest o bliskości, nie zabrakło tam oczywiście tematu miłości i związków.

Jest takie jedno z największych kłamstw. Dotyczy ono obietnicy drugiej osobie, że już zawsze będziemy razem, że nasza miłość będzie wieczna. I zgadzam całkowicie – nie jest to prawdziwe. To jest brak szczerości wobec drugiej osoby. Nie wiemy nawet co się stanie następnego dnia, a co dopiero przez całe nasze życie. Tak jak to powiedział Osho, możemy jedynie obiecać, że póki jesteśmy z tą osobą, oddamy się jej całkowicie – oczywiście, o ile faktycznie czujemy coś do tej osoby i chcemy jej się oddać. Problem mógłby pojawić się w reakcji tej osoby na takie stwierdzenie. Mogą zrodzić się podejrzenia, że skoro ktoś nie potrafi obiecać, że nigdy nie zostawi, to jego intencje nie są, jak na ironię, szczere.

Gdyby jednak obietnice w tym stylu były prawdziwe, to każdy, kto składa takie przysięgi, nigdy potem nie byłby z żadną inną osobą – nie rozstawałby się. Wydaje mi się, że nie jesteśmy za bardzo gotowi na szczerość, przynajmniej nie całkowicie. Wolelibyśmy, aby było tak jak w filmach, gdzie para wyznaje sobie miłość, obiecuje żyć zawsze razem i zostają szczęśliwą parą. To oczywiście wygórowany przykład, bo filmy i książki nie zawsze są aż tak płytkie. I niby wiemy, że życie tak nie działa, ale nie powstrzymuje nas to od ładnego kłamstwa w dobrej okazji. Wyobraźmy sobie, gdy ktoś szczerze mówi: „Mogę Tobie obiecać, że gdy będziemy razem, będę Tobie oddany całkowicie”. I odpowiedź: „Gdy będziemy?! To nie kochasz mnie szczerze i nie chcesz ze mną być? Szukasz kogoś innego?”. I można teraz powiedzieć, że tu chodzi o romantyczne teksty, o atmosferę i że to nie jest aż takie ważne co powiesz. Ja jednak uważam, że obietnica to przecież obietnica, a ta jest fałszywa. I kto wie, może nawet osoba składająca ją sama znajdzie się w klatce i będzie bała odejść się od kogoś, kto nie był właściwy. Kłamstwo wyjdzie na jaw przy próbie rozstania, pojawią się trudne emocje. To pewnie dlatego rozpady związków bywają tak przepełnione nienawiścią. Złamane obietnice bardzo bolą. Druga osoba nie wyobrażała sobie rozstania z nami i że możemy odejść. Zniszczyliśmy jej plany, oczekiwania, wyobrażenia przyszłości związku – które zresztą też są iluzją.

Tym płynnym akcentem przechodzimy do przelotności miłości. Aż mi się zrymowało. Podoba mi się porównanie Osho miłości do bryzy. Gdy się pojawia, przynosi orzeźwienie, wytchnienie, ale nie trwa wiecznie. My próbujemy ją zatrzymać na stałe, np. małżeństwem. Tymczasem miłość jest najbardziej atrakcyjna, gdy jest wolna, niepewna. Zamknięta miłość to już nie to samo co kiedyś. Samo zresztą małżeństwo nie jest czymś naturalnym. Chcemy miłości, chcemy bliskości do drugiej osoby – to jest w porządku. Małżeństwo nie jest do tego potrzebne, ale staje się na pewnym etapie czymś… wymaganym. Bo skoro ktoś nie chce brać ślubu to może nie jest w pełni „oddany” drugiej osobie? I trudno mi ocenić czy to dobrze czy źle. Jest to już jakieś ograniczenie wolności obydwu osób. Relacja staje się bardziej formalna, poważna.

Tylko, czy prawdziwą miłość trzeba potwierdzać małżeństwem? Czy dwie osoby nie powinny darzyć się zaufaniem i zwyczajnie być? No właśnie. Coś nam jest potrzebne, jakieś poczucie pewność, jakieś potwierdzenie, pewna umowa, która coś nam zagwarantuje. Chcielibyśmy otrzymać coś fizycznego, co by dawało nam pewność i zagwarantowało stałą obecność partnera, nawet w trudnych chwilach. Inaczej jest za duże ryzyko, chodzimy jakby po niepewnym gruncie. Tylko, czy te osoby, które rzeczywiście się kochają i jest im dobrze, szukały by kogoś innego?

Przyznam, że nawet gdy sam piszę te słowa, trudno mi podważać potrzebę małżeństwa jako potwierdzenia szczerości, chęci zostania ze sobą na całe życie. To jest tak silnie zakorzenione w naszych głowach. Każdy o tym wie i pewnie większość z nas traktuje jako pewien etap życia. I może da się to tak też potraktować – jako pewną formalność, którą należałoby załatwić, ale nie przywiązywać do tego większej wagi, bo przecież bardziej liczy się druga osoba.

I tym podsumowanie można by zakończyć ten wpis. Ogółem, pisanie na takie tematy nie jest zbyt proste i łatwe w refleksjach. Miłość to nie jest coś, co łatwo zawrzeć w słowach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.